Na Dolnym Śląsku są moje korzenie

Z Izabellą Skrybant-Dziewiątkowską rozmawia Robert Migdał
Od 45 lat na scenie, tysiące koncertów na całym świecie: Europa, 49 razy w Stanach Zjednoczonych...
I zawsze zachowywałam się jak ambasador Wrocławia i Dolnego Śląska. Zawsze podkreślałam skąd jestem, skąd pochodzę, gdzie mieszkam. W każdym wywiadzie, czy to dla radia, czy dla telewizji. Robiłam dobrą reklamę.
I nigdy Panią nie ciągnęło, żeby się wynieść do jakiejś hacjendy w Hiszpanii czy Meksyku?
Nigdy. Jeżdżę po świecie, ale nie ma to jak pooddychać świeżym powietrzem w Karpaczu, Szklarskiej Porębie czy posiedzieć sobie w zamku Książ. A już najbardziej odpoczywam we Wrocławiu. Jak sobie wyjdę na Rynek, to mi serce tak bije, że nadciśnienia dostaję, serducho kołacze i mam wielką energię do życia.
Dlaczego tak dobrze się Pani czuje we Wrocławiu? Mówi się, że to przecież malaryczne miasto, zawilgocone przez te wszystkie rzeki i rzeczki, reumatyzm bardziej dokucza niż gdzie indziej...
Ale ludzie są wspaniali. Nie ma takiej zawiści, zazdrości jak na przykład w Warszawie. Gonitwy. Nie ma takiego pędu po sukces, po zaszczyty. Kosztem własnej intymności, dobrej opinii. Bo takie rozpychanie się łokciami, to nie jest dla mnie.
Czyli do Warszawy się Pani nie przenosi, jak wielu innych artystów, którzy chcą zrobić wielką karierę? Znów mocno zaistnieć, być na pierwszych stronach gazet...
Nie mam takiego zamiaru, nie ciągnie mnie tam. Ludzie są tam bardzo interesowni: coś za coś.
Ale apartament, i to niemały, bo stumetrowy w Warszawie to Pani sobie kupiła?
I już go sprzedałam. I za pieniądze kupiłam dwóm córkom mieszkania, we Wrocławiu oczywiście (śmiech). Żeby były blisko mnie, 10 minut samochodem.
Pani cała rodzina mieszka na Dolnym Śląsku?
Przyjaciele, bliższa i dalsza rodzina. Moje córki, brat, który ze mną mieszka na Krzykach. To pewnie dlatego tak mi tu dobrze. Ja jestem nadwrażliwcem z natury, tu są moje korzenie.
Pochodzi Pani z Dolnego Śląska?
Jako maluńkie dziecko mieszkałam w Osieku pod Wrocławiem, tam mój ojciec był organistą, na tamtejszym cmentarzu leżą moi rodzice, a we Wrocławiu jest pochowany mój kochany mąż. Tu dochodziłam do tego, co osiągnęłam: pierwsza szkoła w Osieku, potem Akademia Muzyczna, tu śpiewałam w chórze u ojca, tu zaczynała się moja kariera, tu przeszłam na tym terenie wielką biedę, tu się wybiłam, zarobiłam pierwsze duże pieniądze...
Biedę?
Rodzice nie byli zamożni, przyjechali ze Wschodu, spod Stanisławowa. Mama, żebym nie chodziła na bosaka, sama mi szyła buty. Ja sama kilka razy farbowałam, na różne kolory, swoje sukienki. Znajomi mówili: Jak ty pięknie wyglądasz, ciągle nowe ubrania, a ja cały czas te same sukienki: to farbowałam na niebiesko, to na czerwono, bo na kupno nowych ciuchów mnie nie było stać. Pamiętam, że jako dziecko chodziłam na łąkę, zbierałam rumianek, suszyłam go i sprzedawałem, żeby sobie coś nowego kupić. Bo ojca nie było stać.
Po wojnie, na Dolny Śląsk zjechało wiele osób z Kresów, jak Pani rodzina, z Kielecczyzny, z Bieszczad. Czy ci ludzie i ich dzieci czują się już Dolnoślązakami, czy jeszcze ciągle, myśląc o swojej ziemi, swoim domu, myślą, że jest tam, na Wschodzie...
Ja i moja rodzina, mówiąc o korzeniach, myślimy o Dolnym Śląsku. Już tyle lat tutaj żyjemy, tyle wspomnień jest stąd, że te Kresy to daleka historia. A już moje dzieci to są wielkimi, lokalnymi patriotami. Moja córka Ania mieszkała rok w Nowym Jorku i ciągle pisała: Mamo, ja chcę do Wrocławia, do domu. I wreszcie wróciła. Ja sama muszę raz do roku polecieć za ocean, bo uwielbiam Amerykę. Ale tak na 3, 4 tygodnie. Potem wracam szybciutko do swoich czterech kątów.
To przez Panią córki są tak związane z Wrocławiem?
Tak bezpośrednio nie starałam się na nie wpływać, mówiąc, że muszą być przy mamusi. Ale myślę, że po mnie mają tę wrażliwą duszę, tu jest twoje miejsce, tu jest twój dom. Pewnie to jest też to wychowanie, które razem z mężem daliśmy dzieciom, to ciągłe powtarzanie, że tu jest ich rodzina, razem spędzane święta, groby najbliższych, a nie w Nowym Jorku czy Londynie. I pewnie dochodzą do głosu te geny ludzi ze Wschodu. Mamy stamtąd takie silne tradycje rodzinne. I mnie to bardzo cieszy. Nie czuję się samotna.



1524 |834 |389 |1734 |1842 |1104 |828 |1018 |1073 |681 |